sobota, 21 stycznia 2017

Babcia Kwas

Lekcja chemii składa się z kilku czynników 
- kwasów
- Cioci Iwonki (pani jedzie po bandzie)
- ze zgubionych okularków
- wrzasku
- płaczu
- wkładania telefonów do zlewu

Godzina 10:50 - wchodzimy do krainy halucynogenów. Siadamy do ławek (w międzyczasie: "Czy możecie wreszcie się uciszyć?!")
Pani mówi: "Przypomnijcie sobie ostatni temat" - oczywiście stres, nieporządek i odwracanie się do siebie, patrzymy na blondi, skandynawskie sweterki, okularki plusiki (o ile ich nie zapomniała/zgubiła), spódnice, kozaki do kolan - czyli to, z czego składa się Ciotka Iwonka i jeszcze z paru innych atomów.

Oczywiście omawiamy alkeny, alkiny i inne pierdoły, których i tak jutro nie będziemy pamiętać i obserwujemy jak Ciocia Iwonka robi z siebie pajaca.

Gdy Iwonka mierzy wzrokiem,
Pieka mruga do mnie okiem.
Tu masz kredę,
Tu masz wzorek,
Źle zrobiłeś - 
Zero procent!
(próbniak koleżanki *klask klask*)

Po wszystkich idiotyzmach przechodzimy do części praktycznej, jaką jest uzgadnianie reakcji, Przerwa na chwilową załamkę Iwonki, po czym czas na udawanie, że ogarniamy materiał.
Najlepsza chemia jest za zastępstwo z Iwonką za matematykę *wyczujcie sarkazm*.

~TeamOutsidersPoland

2 komentarze: